Fizjoterapia okiem lekarza rehabilitacji – czyli kij w mrowisku

lekarz

Jako Fizjoterapeuci doskonale wiemy jaka jest nasza rola w procesie leczenia pacjenta i jak nasze działania przyczyniają się w zdrowieniu. Jesteśmy jednak stosunkowo młodym zawodem, który nie jest tak zjednoczony i silny jak lekarze czy pielęgniarki. Mamy sporo do nadrobienia. O tym i o tym jak widzą nas inne zawody medyczne – opowie nam praktykujący od 30 lat lekarz rehabilitacji Anna Strokowska.

FizjoPress: Kim wg Pani jest fizjoterapeuta i czym się zajmuje?
lek. med. Anna Strokowska: Fizjoterapeuta to ktoś, kto zastąpił rehabilitanta i jak stanowi definicja tego zawodu ma zajmować się kinezyterapią, fizykoterapią i masażem.

FP: Jak można opisać ostatnie 15 lat fizjoterapii?
AS: Raczej rewolucja, nie ewolucja. Wynika to pewnie z konieczności przystosowania polskich uregulowań do europejskich.

FP: Czy trwa dobry okres dla rozwoju fizjoterapii?
AS: Trudno mi powiedzieć. Z całą pewnością jest duża grupa ludzi, która z różnych względów jest mocno zainteresowana wprowadzeniem zmian. Te zmiany są konieczne z przyczyn administracyjnych, lecz powinny się odbywać na mocnej bazie modelu wywodzącego się z polskiej szkoły rehabilitacji.

FP: Czy istnieje znaczna różnica w fizjoterapii w Polsce i na świecie?
AS: Szczerze mówiąc, cała moja wiedza na ten temat wynika jedynie z opowiadań kolegów fizjoterapeutów i lektury. Z pewnością są różnice organizacyjne, stąd właśnie konieczność wprowadzenia uregulowań prawnych. Jednak w kwestii poziomu, nie mamy czego się wstydzić.

FP: Gdyby Pani mogła coś zmienić w polskiej fizjoterapii, co by to było?
AS: Może warto zaapelować o konsolidację środowiska i pilne zrewidowanie poziomu programów nauczania oferowane przez różne szkoły.

FP: W Polsce wciąż brakuje ustawy o zawodzie fizjoterapeuty, jak Pani uważa co jest tego przyczyną? Czy jest ona potrzebna – jeśli tak, to jakie główne uregulowania powinna wprowadzać?
AS: Ustawa jest konieczna, aby zawód fizjoterapeuty umocować prawnie. Konieczne jest także powstanie Izb, adekwatnych do Izb Lekarskich i Pielęgniarskich, które między innymi swoimi zadaniami miałyby sprawowanie nadzoru nad rzetelnością wykonywania zawodu fizjoterapeuty (Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej)
Przyczyna zwłoki jest chyba prosta: http://fizjoterapia.org.pl/pf/files/ptffp.jpg i http://www.fizjoterapeuci.org/images/news/porozumienie.pdf
Ustawa jest bardzo potrzebna, ale nie będzie dobrze, jeżeli jedyną inspiracją w procesie jej powstania będzie http://www.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/barcelona_03082007.pdf.pdf, a główną motywacją aspiracje i chęć zaistnienia twórców tych uregulowań.
Po lekturze tegoż dokumentu, wydaje mi się, że raczej deprecjonuje zawód fizjoterapeuty, a nie nobilituje.
Czyli fizjoterapeuta zajmuje jedynie sferą ruchu? A gdzie kompleksowość rehabilitacji i holistyczne podejście do pacjenta i jego problemów? Szczerze mówiąc, nie chcę współpracować z ludźmi „świadczącymi usługi w zakresie czynności ruchowych”.

FP: Co jest dla Pani ważne we współpracy z Fizjoterapeutą? Jak ceni sobie Pani współpracę z zespołem fizjoterapeutów?
AS: Bez fizjoterapeutów nie byłoby rehabilitacji, a więc i lekarzy takich jak ja. To jest jedna z największych wartości rehabilitacji – zespołowość. Razem pracujemy dla pacjenta. To nie jest ważne, kto zleca leczenie, a kto je wykonuje. Obie funkcje są jednakowo ważne, ale najważniejsza jest współpraca. Wielokrotnie korzystam z sugestii kolegów rehabilitantów (o – stare przyzwyczajenia!) i korona z głowy mi nie spadła. Co więcej, czasami ich uwagi determinują postępowanie z pacjentem.

FP: Dlaczego lekarz rehabilitacji – skąd ten wybór?
AS: Na studiach medycznych nie było miejsca na rehabilitację. Gdzieś tam, przy okazji chirurgii urazowej, neurologii, pediatrii padały takie hasła. I nic poza tym. Więc wcale nie zajęłam się tym, bo była to pasja lub obiekt szczególnych zainteresowań. Pierwszy kontakt z rehabilitacją oddechową dzieci chorych na mukowiscydozę i przewlekłe schorzenia układu oddechowego miałam w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce. Potem trafiłam do Szpitala Rehabilitacyjnego dla Dzieci w Radziszowie i tak się zaczęło.

FP: Czy miewała Pani trudne chwile w swojej praktyce zawodowej?
AS: Oczywiście. Medycyna to szkoła pokory. A najlepszą szkołą były cztery lata dyżurowania w Pogotowiu Ratunkowym. Tym sprzed reformy. Państwo nie pamiętacie karetek pogotowia w Nysach i Fiatach 125. Potem były Polonezy. A nie było telefonów komórkowych. W ogóle nie było telefonów. Co najwyżej u sołtysa lub na plebanii. A ja pracowałam właśnie w rejonie wiejskim.

FP: Z jakimi schorzeniami najczęściej przychodzą pacjenci do lekarza rehabilitacji? Kiedy odsyła ich Pani do fizjoterapeuty?
AS: Pracuję w szpitalu i poradniach leczących i dorosłych, i dzieci. Zatem całe spektrum schorzeń, wymagających leczenia usprawniającego. Prawie każdy pacjent wymaga fizjoterapii, chyba że żywcem jej nie chce, bo zależy mu jedynie na kolejnym papierku np. do ZUS-u.

FP: Czy korzysta Pani z pomocy fizjoterapeutów, w jakich przypadkach?
AS: Często, głównie w kinezyterapii, zdaję się na fizjoterapeutów.

FP: Co wyróżnia dobrego fizjoterapeutę?
AS: To co każdego dobrego człowieka i profesjonalistę. Empatia, skromność, życzliwość, realizm w ocenie możliwości pacjenta i własnych (to moim zdaniem jest istota profesjonalizmu). A tak naprawdę to każdy pracujący w Ochronie Zdrowia powinien traktować pacjenta, jak sam chciałby być potraktowanym w podobnej sytuacji .

FP: Jak trudny może być pacjent, przed czym Pani przestrzega a czego życzy młodym fizjoterapeutom?
AS: Jest kilka kategorii trudnych pacjentów, ale chyba najgorszy to ten, który kocha swoje choroby, pielęgnuje je i kolekcjonuje. Jeśli pomożemy takiemu choremu, staniemy się jego wrogiem. Zresztą i tak nam nie uwierzy, że jest mu lepiej.

Czasami większym problemem od „trudnego pacjenta” jest jego rodzina. I wtedy zaczynają się prawdziwe schody.

Życzę Państwu również tych najtrudniejszych chorych, bo wtedy można się najwięcej nauczyć. Także o sobie samym…

FP: Jak Pani ocenia system kształcenia polskich fizjoterapeutów, czy są oni dobrze przygotowywani do pracy z pacjentem?
AS: System jest pewnie dobry – w założeniach. Z realizacją bywa różnie – pewnie w zależności od możliwości szkoły oferującej naukę. A najwięcej można nauczyć się pracując. „Umiejętność robienia czegoś bierze się z robienia tego” – to Cyceron, nie ja.

FP: Gdzie można umieścić fizjoterapeutę w procesie leczenia pacjenta?
AS: W polskim modelu rehabilitacji wszyscy jesteśmy ważni. Lekarz, fizjoterapeuta, a jeśli trzeba: terapeuta zajęciowy, psycholog, logopeda, pielęgniarka, salowa, dietetyk, technik ortopedyczny (teraz pewnie specjalista od sprzętu ortopedycznego), pracownik socjalny i cała grupa konsultujących lekarzy. Lekarz rehabilitacji jedynie kieruje tym zespołem, bo odpowiada za cały proces leczenia. A jak się do tego będzie miał : „specjalista od czynności ruchowych i funkcjonalności”, kreowany na samodzielnego i autonomicznego?

FP: Fizjoterapeuci jako grupa zawodowa – Pani ocena…
AS: Bardzo ważna i jeszcze bardziej podzielona : starzy, młodzi, pracujący w różnych metodach, pasjonaci i ignoranci, prawie wszyscy biegający od jednego gabinetu do drugiego, bo za mało płacą.

FP: Co poprawiłaby Pani w relacji lekarz rehabilitant i fizjoterapeuta? Czy w ogóle coś trzeba zmieniać? Jaka jest Pani ocena współpracy tych dwóch grup zawodowych?
AS: To wszystko jest bardzo indywidualne i zależy po prostu od ludzi.

FP: Czy uważa Pani, że lekarze rehabilitacji czują się zagrożeni przez fizjoterapeutów?
AS: Pewnie tak. Wielu z nas, tych starszych, uczyło się do egzaminów specjalizacyjnych z magistrami rehabilitacji. Sesje egzaminacyjne także były wspólne. To rodziło więź . A teraz środowisko, z którym wiele lat współpracowaliśmy zmienia się, dzieli, dąży do uzyskania autonomii.

FP: Czym różni się lekarz rehabilitacji a fizjoterapeuta w praktyce?
AS: Zakresem kompetencji i sposobem postępowania z chorym. Nie jest dobrze, gdy próbujemy wchodzić w nieswoje role, współzawodniczymy o autorytet i uznanie.

FP: W jaki sposób lekarze rehabilitacji rozwijają swoje kwalifikacje?
AS: Po LEP-ie (Lekarskim Egzaminie Państwowym) specjalizacja (teraz pięć lat w systemie jednostopniowym). Wymagania są wyśrubowane, a sam egzamin trudno zdać. Dawniej też nie było łatwo – dwa stopnie specjalizacji – dwa razy po trzy lata. Drugi stopień mogli też robić lekarze innych specjalności. A potem kolejne kursy, szkolenia, studia podyplomowe – np. dwuletnia „Medycyna bólu” (mam).

FP: Co Pani sądzi o kursach dla Fizjoterapeutów? Które z nich wg Pani są najbardziej wartościowe?
AS: Morze kursów to morze możliwości dla oszustów i hochsztaplerów. Szerokie i głębokie. Trzeba uważać na rekiny, wiry i głębokość. Bo można stracić pieniądze, dobre imię, czas. Przy wyborze szkolenia trzeba kierować się przede wszystkim uprawnieniami osób prowadzących i ewentualną akredytacją.

FP:  NFZ, przepisy, limity a dobro pacjenta?
AS: Akurat w rehabilitacji NFZ spisał się dobrze, tyle że nie wprowadził narzędzi kontrolujących wykorzystanie środków. Ustawodawca nie przewidział operatywności wielu pacjentów, a w tym wypadku raczej konsumentów zabiegów. To stosunkowo częsty przypadek pacjenta – kolekcjonera, skrzętnie zbierającego skierowania na zabiegi (ulubione – „masażyk i laserek”, ewentualnie „krwioterapia”). Ponieważ skierowanie na zabiegi może wypisać praktycznie każdy lekarz, po poradniach rehabilitacyjnych i gabinetach zabiegowych grasują hordy rozwydrzonych myśliwych, polujących na zapisy na zabiegi. Nie należą do rzadkości ludzie, którzy mają gęsto zapisane notesiki z terminami kolejnych serii zabiegów. O skuteczności takiego „leczenia” nie ma co dyskutować. Najgorsze jest to, że ci osobnicy zabierają zabiegi naprawdę chorym – choćby po urazach czy operacjach. Cele tych szkodliwych działań są różne – zbieranie „papierów” do ZUS-u, KRUS-u, nuda, sposób na życie, „bo się należy”. Każda z tych intencji jest godna potępienia i wytępienia. Recepta wydaje się prosta – elektroniczna ewidencja zabiegów i limity oraz pozostawienie prawa wypisywania zabiegów lekarzom rehabilitacji.

FizjoPress: Bardzo dziękujemy za wywiad i życzymy powodzenia w dalszej pracy zawodowej.