Praca z ciałem z symptomami bólowymi

23

Najczęstszym rodzajem bólu, którego doświadczają ludzie, jest ból kręgosłupa, dlatego chciałbym nakreślić typową drogę leczenia kogoś, kto z takiego czy innego powodu cierpi na ból dolnej części kręgosłupa i szuka pomocy. Najprawdopodobniej pierwszym krokiem w podróży do poszukiwania ulgi od tego bólu będzie gabinet miejscowego lekarza.

Lekarz zrobi krótki wywiad dotyczący bólu i będzie polecał wyleżenie go i wzięcie paru dni urlopu z pracy. Jeśli ból jest ostry, może przypisać leki przeciwbólowe i dodatkowo antyzapalne, aby złagodzić symptomy i tego, co uważa za jeden z powodów bólu, zapalenia, określanego również jako funkcjonalne zapalenie stawów.

Jeśli ból zniknie, będzie dobrze, choć wielokrotnie takie formy leczenia są nieefektywne, ponieważ lekarze nie są kształceni w rozumieniu, diagnozowaniu i leczeniu bólu mięśniowo-szkieletowego. W swojej dobrej wierze, choć nie popartej wiedzą z tego obszaru, wielu lekarzy nie przyzna się do tego, że nie wie za wiele o tym typie dolegliwości i powie pacjentowi jedynie „żeby odpoczął” z nadzieją, że zapalenie wycofa się i zaleczy się.

Jeśli pacjent nie będzie się miał lepiej, lekarz odeśle pacjenta na prześwietlenie i następnie oglądając zdjęcie rentgenowskie pod światło i analizując je może zauważy, że pomiędzy kręgami odcinka lędźwiowego jest zmniejszona przestrzeń. „A-ha!” powie do pacjenta. „Ma pan problem ze zwyrodniałym kręgiem”, a takie orzeczenie przestraszy pacjenta i wywoła różnego rodzaju koszmarne scenariusze dotyczące kalectwa.

W tym kontekście słowo „dysk” jest krótką formą „międzykręgowego dysku” i odnosi się do wyspecjalizowanej tkanki w formie dysku, która jednocześnie oddziela i łączy kości kręgosłupa. Centrum tego dysku, nazywane jądrem, zawiera płyn o oleistej konsystencji (można powiedzieć: gęstej, ciągnącej konsystencji, która amortyzuje wstrząsy ruchów ciała takich jak stanie, chodzenie czy bieganie itp.) Zewnętrzna część dysku nazywana pierścieniem, składa się z szeregu gęsto utkanych warstw tkanki włóknistej, która trzyma jądro na miejscu, dostarczając mu oparcia i struktury.

Dyski działają jak hydrauliczne amortyzatory. Chronią cenny kręgosłup i wszystkie jego delikatne kości ułożone jedna na drugiej przed wpływem codziennych działań.  Tworzą również przestrzeń pomiędzy kręgami, dzięki czemu nerwy nie są przyciśnięte.

Na zdjęciu rentgenowskim lekarz może zobaczyć zmniejszającą się przestrzeń pomiędzy dwoma kręgami, powiedzmy L4 i L5, czwartym i piątym kręgiem lędźwiowym i może na tej podstawie wyciągnąć wniosek, że dysk, który amortyzował te dwie kości w jakiś sposób uległ degeneracji.

Lekarz może przypuszczać, że doszło do wypukliny dysku (medycznie: wypuklina krążka międzykręgowego), co oznacza, że zewnętrzny pierścień został przerwany i płyn zaczyna wyciekać. To powoduje dodatkowe zmniejszanie się przestrzeni pomiędzy kręgami, ale może również tworzyć nacisk na jeden lub na więcej nerwów kręgosłupa, powodując ból, osłabienie czy odrętwienie, które może być odczuwane aż do rąk i nóg.

Po postawieniu diagnozy, lekarz wyśle klienta do fizjoterapeuty, który będzie używał wyciągu, będzie rozciągał kręgosłup i będzie tworzył więcej przestrzeni pomiędzy kręgami w nadziei, że dysk z powrotem wskoczy na swoje właściwe miejsce lub, jeśli to się nie uda, będzie polecał operację. W tym ostatnim przypadku lekarz wyśle pacjenta do chirurga ortopedy, który następnie wykona serię badań, w tym rezonans magnetyczny, aby zobaczyć czy tkanka miękka dysku nie została zerwana i nie naciska na nerw.

Jednak problem w tym, że nawet jeśli są powody sądzić, że dysk wypadł, to w 95% przypadków nie jest to źródłem bólu, z powodu którego cierpi pacjent. Faktycznie jest tak, że jeśli przeprowadzi się takie samo badanie na osobach zdrowych, bez bólu kręgosłupa, prawie zawsze badania pokazują zmniejszoną odległość pomiędzy niektórymi kręgami. Jest to efekt normalnego zużycia kręgosłupa i niekoniecznie wskazuje na źródło bólu.

Opcja z leczeniem u kręgarza

W ten sposób wielu ludzi dostaje niewłaściwą diagnozę, a ci z nich, którzy cierpią na ból kręgosłupa i nie dowierzają mądrości medycyny konwencjonalnej poszukują alternatywnych podejść kierując się np. do kręgarza.

Dorastałem w Kalifornii, gdzie ten rodzaj zabiegów był bardzo popularny, tak popularny, że w każdym mieście często trafiało się na gabinety kręgarzy. Ból mięśniowo-szkieletowy jest wielkim biznesem – kręgarz cieszący się popularnością i odnoszący sukcesy może przyjąć od 50 do 100 pacjentów dziennie.

Kręgarz ustawia i nastawia kręgosłup pewnymi, raptownymi ruchami, które zwykłe wywołują dźwięk trzeszczenia, przeskakiwania czy wpadania pojawiający się wtedy, gdy kręgosłup nie jest w poprawnym ułożeniu, a dzięki ruchom kręgarza, kręgi sprawnie wpadają na swoje właściwe miejsca. Może to być skuteczną techniką, przynajmniej krótkoterminowo i chciałbym powiedzieć, że doceniam sztukę kręgarstwa. Sam doświadczyłem takiej pomocy i widziałem wiele ludzi, którym to pomogło.

Metodą pracy kręgarza jest ustawienie kręgosłupa, aby przesunąć kości, dlatego nie zaskakuje to, że klient wchodzący z bólem kręgosłupa do gabinetu kręgarza wygląda tak, jakby cierpiał na jakieś zaburzenie pracy stawów i potrzebował ustawienia kręgosłupa. Przypomina to stare powiedzenie, że jeśli nasza ręka jest przyzwyczajona do trzymania młotka, wszystko nam wygląda jak gwóźdź.
Jednak, znów, w wielu przypadkach, ta forma leczenia nie zapewni długoterminowych rezultatów. Dlaczego?

Mając doświadczenie z mojej 42-letniej praktyki leczenia ludzi powiedziałbym, że źródłem bólu w 90-95% przypadków ludzi, którzy zgłosili się do mnie z bólem kręgosłupa nie był wypadający staw czy dysk, ale przyczyna tkwiła w tkance miękkiej, przez co rozumiem mięśnie i powięź.

Chroniczny skurcz powięziowy

Każdy z nas posiada tkankę powięziową, która ulega chronicznym skurczom, tworząc silne wzorce trzymania w ciele, ale przez większość czasu nie czujemy tego bólu, ponieważ:

  • na pewnym poziomie skurczów nasze układ nerwowy zamyka się na odczucia;
  • nie doświadczamy tej części naszego ciała;
  • nawet jej nie czujemy.

Ale jeśli nagle pojawi się dodatkowy stres, np. pewnego rodzaju problem emocjonalny lub psychologiczny wywołany przez trudności w relacjach miłosnych czy w pracy, wtedy mięśnie skurczą się jeszcze bardziej, aż ból zostanie odnotowany.

Większość ludzi wie, co to znaczy doświadczyć skurczu łydki czy stopy, podczas którego mięśnie nagle zaciskają się w ostrym skurczu, zwijając się i powodując przeszywający ból, który na szczęście nie trwa zbyt długo. Ten rodzaj bólu, często spotykany w sporcie, jest wywoływany przez mięśnie kurczące się dużo bardziej niż normalnie.

Tak jak powiedziałem, wszyscy doświadczamy chronicznego skurczu mięśni i powięzi, ale ten poziom stale zachodzącego skurczu nie wywołuje bólu aż do momentu powstania dodatkowego stresu wywołującego dodatkowe zaciśnięcie, przesunięcie tkanki miękkiej poza prób znieczulenia do odczuwania wyższego rejestru bólu, którego możemy doświadczyć jako bolącego mięśnia albo osłabiającego skurczu.

Kiedy ten rodzaj bólu uderza w nasz kręgosłup czy plecy, pierwszym skojarzeniem ludzi jest: „O, coś mi strzyknęło w lędźwiach”. Tak zostaliśmy ukształtowani, żeby tak myśleć, a może w tym też być częściowa prawda, ponieważ może to dotyczyć jednego lub więcej kręgów czy dysków. Ale kości nie ruszają się same z siebie. Ruszają się tylko pod wpływem skurczów i jeśli otaczające je mięśnie i powięzi pociągną je zaburzając prawidłowe ustawienie. Dlatego nastawianie kręgosłupa odniesie się tylko do symptomów, nie do prawdziwego źródła bólu i jest duża szansa, że skurczone mięśnie będą znów ciągnęły kości poza właściwe ułożenie tym samym wpływając na pozycję dysku.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=PdFVSNvEHyo[/youtube]

Cykle skurczów powięziowych

Kiedy doświadczamy chronicznego skurczu powięzi w okolicach kręgosłupa, obszar, którego dotyczy ten skurcz będzie doświadczał bólu z powodu from rosnącej degeneracji, ponieważ mięśnie i powięź są w silnym skurczu uniemożliwiając płynom wpływanie i wypływanie z komórek. Małe naczynia, nazywane włosowatymi, które dostarczają krwi do komórki, zaciskają się i pod wpływem skurczu, tak że potrzebne składniki odżywcze takie jak tlen i inne niezbędne składniki niesione przez krew, nie docierają do komórki w ilości, która jest potrzebna do zdrowego funkcjonowania, a produkty uboczne przemiany materii nie mogą być z łatwością odprowadzane.
Dlatego tez komórki mięśni są niedożywione i pływają w swoich własnych odpadach przemiany materii, jednocześnie pracując ponad miarę, ponieważ są w ciągłym stanie skurczu. Wywołuje to trzy cykle degeneracji:

  • Na pierwszym poziomie, czujemy, że powięź jest obolała przechodząc w lekki ból. W tym momencie, ból próbuje przyciągnąć naszą uwagę.  Jeśli teraz skorzystamy z odpowiedniej pracy z ciałem, ten stan jest łatwo odwracalny.
  • Na drugim poziomie, mięśnie bardziej się kurczą i mniej płynu dociera do ich komórek.  Tutaj dochodzi do mikro uszkodzeń w powięzi, więc ciało aby zaleczyć mikrouszkodzenia, zaczyna wytwarzać tkankę bliznowatą.  Ten rodzaj tkanki nie jest zbytnio elastyczny czy porowaty.  Hamuje ruch w mięśniach i tworzy więcej napięcia, co z kolei powoduje obniżenie się przepływu krwi, tworząc rodzaj błędnego koła.
  • Na trzecim poziomie, tkanka bliznowata zaczyna dominować, często zabierając przestrzeń tkance mięśniowej. Ból jest osłabiający, a powięź jest bardzo sucha i sztywna, a cały obszar jest odwodniony i spięty wywołując silny ból.  Na tym poziomie najtrudniej jest udzielić pomocy.

Ból minął: dobra wiadomość

Dobra wiadomość jest taka, że pomoc i regeneracja tkanki jest możliwa na każdym poziomie.

Dla mnie przełomowe było zrozumienie tego, kiedy 34 lata temu taki objaw pojawił się u mnie podczas tańca na dyskotece. Nagle, odczułem szarpnięcie ostrego bólu w plecach i nie mogłem już tańczyć. W istocie trudno im było nawet wrócić do domu, ledwo mogłem iść. Następnego rana nie mogłem wstać. Mogłem tylko pełzać na czworaka, jak małe dziecko, ale nie byłem w stanie stać w pozycji wyprostowanej do tego stopnia było to bolesne…i przerażające.
Do tamtego momentu czułem się pewny siebie, cieszyłem elastycznym i wysportowanym ciałem, czułem, że jestem w świetnej formie fizycznej, uczyłem pracy z ciałem innych ludzi, również ucząc ich jak się ruszać, jak się rozciągać… A tu nagle, czułem się jak osiemdziesięcioletni kaleka, którego życie dobiegło praktycznie końca.

Poszedłem do miejscowego lekarza, który zdiagnozował u mnie problem z dyskiem i następnie polecił mi typowe leczenie w przypadkach problemów z dyskiem, które właśnie powyżej opisałem i nic mi nie pomogło. Po tym wszystkim poszedłem na serię wizyt do ortopedów, którzy przypisali mi wyciąg i zastrzyki do kręgosłupa mające na celu spowodować wprowadzenie dysku na miejsce, ale nic go nie ruszyło z miejsca. Byłem u kręgarzy, rolferów, akupunkturzystów i rebalancerów…i nic nie pomagało.

Byłem w stanie w końcu zacząć chodzić, ale sprawiało mi to dużo trudności i bólu. Jeśli usiadłem na dłużej niż 5 minut, mięśnie pleców zaciskały się w bolesnym skurczu jak tylko próbowałem wstać. Trwało to miesiącami, a potem po roku, nie doświadczywszy znaczącej ulgi, udałem się do San Diego do terapeuty ciała, który specjalizował się w skurczach powięzi. Popatrzył na mnie i zaczął pracować bezpośrednio na obszarze, który był w bólu, wchodząc w niego głęboko i pozostając tam długo, coś czego nikt wcześniej nie zrobił. Rolferzy i rebalanserzy masowali ten obszar, ale tylko jako część całościowego leczenia ciała.

Ten terapeuta masował mnie przez ok. 20 minut, po czym wstałem z jego stołu i chociaż doświadczałem tylko niewielkiej poprawy, intuicyjnie wiedziałem, że to jest ten człowiek, który mi pomoże. Wyjaśnił mi, że ból pochodzi
z głębokiego, chronicznego skurczu powięzi, co faktycznie tak odczuwałem i pomyślałem sobie „muszę się przeprowadzić do tego miasta na jakiś czas, żeby móc skorzystać z pomocy tego człowieka”. Może się to wydawać jakimś radykalnym rozwiązaniem, ale, proszę mi wierzyć, kiedy doświadcza się tego poziomu bólu i niesprawności, całe życie skupia się tylko wokół tego. Nic innego wtedy nie ma znaczenia.

Tak też przeprowadziłem się do San Diego, żeby móc korzystać z tej terapii. Po piątek sesji oszacowałem, że czuję się 80% lepiej. Po 15 sesjach, miałem się  95% lepiej i dalej korzystałem z sesji, wykonując w ramach pracy domowej ćwiczenia wspierające proces, które zalecił mi terapeuta, aż w końcu po 20-25 sesjach, ból przeszedł mi całkowicie. Niedługo potem rozpocząłem moją własną praktykę w San Diego, zaprzyjaźniłem się z moim terapeutą ciała i zaczęliśmy się nawzajem od siebie uczyć  wymieniając się naszymi metodami i sesjami. Stopniowo nauczyłem się metody pracy z uwalnianiem skurczów mięśniowych i też złapałem bakcyla do dzielenia się  z ludźmi wiedza na temat bólu pleców i kręgosłupa: skąd się bierze i jakie są różne stopnie skurczu mięśni w bólu. Samo zagadnienie stworzenia skali do bólu mięśniowego było bardzo ważne, ponieważ to pomaga ludziom zrozumieć, że to jest coś co się powoli zwiększa i może być wyleczone, nawet jeśli to wymaga pewnego czasu.

Dlaczego powięź ulega skurczowi

Dlaczego powięź wchodzi w chroniczny skurcz? W moim przypadku, to było dość oczywiste. W tamtym czasie pracowałem 10 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, przy jednoczesnym prowadzeniu pełnego życia towarzyskiego, i pewnie nie spałem zwykle dłużej niż 5 godzin w ciągu 1 nocy. Byłem młody i silny, ale miałem skłonności do lordozy czy tyłozgięcia, częstej dolegliwości, w której góra miednica wychyla się ku przodowi, a w kręgosłupie powstaje nadmierne wygięcie kręgosłupa, tworząc osłabienie dolnego odcinka kręgosłupa, co kompensowało napięcie otaczających mięśni.

To był przypadek chronicznego skurczu powięziowego ostatecznie prowadzący do niesprawności. Tego rodzaju doświadczenie jest udziałem milionów ludzi cierpiących na bóle kręgosłupa, ale smutna wiadomość jest taka, że większość z nich zostaje niewłaściwie zdiagnozowanych i następnie jest poddawanych niewłaściwemu leczeniu, dlatego pozostają w bólu i czują się bezradni w obliczu tego stanu zdrowia.

Przykładem tutaj jest 68 letni biznesmen, który przyszedł do mnie do gabinetu podczas swojego pobytu w San Diego na wakacjach. Ktoś mu mnie polecił, a przychodząc powiedział, że 8 lat temu miał zdiagnozowaną przepuklinę dysku. Nie zdecydował się na operację, ale żył w bólu, rezygnując z gry w dwa swoje ulubione sporty: w tenisa i golfa.

Próbując umiejscowić źródło jego bólu, odkryłem, że ból nie był w rzeczywistości w dolnym odcinku kręgosłupa, jak mu powiedziano, ale w większym mięśniu pośladkowym przyczepionym do górnej krawędzi miednicy. Przyjrzałem się temu, dotknąłem go, zbadałem palpacyjnie i poczułem, że mięsień był twardy jak skała. Na koniec powiedziałem mu: „Sądzę, że pana ból nie ma nic wspólnego z dyskiem. Myślę, że ten mięsień jest w stanie nadmiernego skurczu”. Udzieliłem mu jednej sesji, uwalniając część skurczu a on poczuł się 60% lepiej. Dla tego człowieka to był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy on odczuł ulgę. Tym samym zdecydował się na leczenie. Po 5 sesjach czuł się 100% lepiej, ale dokończył zaplanowaną serię 8 sesji, aby upewnić się, że skurcz mięśnia nie wróci. Dałem mu pewnego rodzaju ogólne wskazówki i codzienne ćwiczenia, które miały mu pomóc rozluźnić ten obszar w ciele.

To był przypadek człowieka, który myślał, że jest beznadziejnym przypadkiem i że nigdy już nie będzie grał w golfa czy w tenisa. Pozostaliśmy w kontakcie telefonicznym, a on parę miesięcy później zadzwonił do mnie mówiąc, że regularnie gra w swoje ulubione sporty i nie doświadcza bólu, tylko od czasu do czasu lekkiego pobolewania, które leczy ćwiczeniami i odpoczynkiem.

To jest typowa historia o tym jak się pracuje w podejściu pracy z ciałem i jak uzdrawiająco ona działa na leczenie i uwalnianie chronicznego bólu. Miałem setki przypadków osób, które przyszły do mnie z tym, co uważały za nieuleczalny ból i otrzymały pomoc – nie dlatego, że jestem jakimś niezwykłym uzdrowicielem. Te osoby otrzymały pomoc, ponieważ widzę, że ból nie jest wywołany przez dysk czy zwyrodnienie stawu, ale przez skurcz powięziowy i tak powinien być leczony.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=eYVCMghdXdk[/youtube]

Stres ciała związany z jego ustawieniem

Jak wyjaśniłem wcześniej w tym artykule, jedna z najczęstszych przyczyn bólu mięśniowo-szkieletowego pojawia się kiedy ciało traci swoje właściwe ułożenie. Wywołuje to obciążenie, ponieważ nieustannie oddziaływująca na nas siła ciążenia przyciąga nas do ziemi. Kiedy np. moja miednica była za bardzo wychylona do przodu, zwiększone tyłozgięcie kręgosłupa powodowało, że niższe odcinki kręgosłupa nie mogły dać odpowiedniego wsparcia wyższym odcinkom kręgosłupa. Kiedy kręgi nie mają wsparcia, rolę wsparcia przejmuje tkanka powięziowa, tkanka miękka, która bardzo mocno opłata kości i trzyma jej ciasno, twardniejąc i tworząc coraz więcej i więcej skurczów.

Kiedy pracuję z bólem, najpierw pracuję nad uwalnianiem symptomów, w tym skurczów mięśni, ale jednocześnie przyglądam się całej strukturze ciała, jak każda cześć na się do kolejnej części, rozpoczynając od zintegrowania wszystkich tych części, ab stworzyć prawidłowe ustawienie. To jest to co tworzy równowagę strukturalną. Następnie, kiedy skurcz powięzi zostaje uwolniony i ból przechodzi, klient nie wróci do tego samego problemu, ponieważ jego ciało jest teraz lepiej ułożone, a mięśnie i powięź mogą się rozluźnić.

Innym ważnym aspektem bólu jest jego wpływ na układ nerwowy, ponieważ to mózg wysyła informacje, do mięśni mówiąc: „Potrzebuję się trzymać, potrzebuję się trzymać w ten sposób”. Mięśnie słuchają komend, stosują się do nich, zaciskając się i przekazując ten sam komunikat do powięzi, która towarzyszy skurczowi mięśni i utrzymuje je we właściwym miejscu poprzez twardnienie i skrócenie.

Ale układ nerwowy może wysłać te same komunikaty z innych powodów. Może klient doświadcza problemów emocjonalnych, może odczuwa stres i lęk albo doświadcza trudności w pracy czy w swojej bliskiej relacji. Jedną z pierwszych obron w reakcji na stres emocjonalny jest zaciśnięcie powięzi, przygotowanie się na walkę lub ucieczkę – nasze najstarsze, instynktowne reakcje na zagrożenie. Ale kiedy nie ma walki ani ucieczki, tylko przedłużająca się stresująca sytuacja, mięśnie pozostaną spięte, utrzymując skurcz aż stanie się to chronicznym nawykiem czy wzorcem.

Innymi słowy, nasze ciała są zewnętrzną manifestacją naszego emocjonalnego czy psychologicznego życia. Kiedy ludzie przychodzą do mnie, a ja pytam „Co mogło wywołać taki ból?” zwykle mówią, „Śpię na łóżku, które jest za twarde” albo „Musiałem coś niewłaściwie podnieść”. Prawie zawsze klienci mówią o tym jak używają swojego ciała. Rzadko kiedy odnoszą to do swojego życia emocjonalnego. Dlatego zwykle muszę poświęcić jakiś czas i popytać trochę, żeby pomóc im spojrzeć na stres i zrozumieć jak większość bólu kręgosłupa i bólu pleców ma swoje źródło w problemach emocjonalnych i psychologicznych.

Trzy kroki w leczeniu bólu

Istnieją trzy kroki w leczeniu bólu:
1) Usuwanie symptomów poprzez rozluźnienie skurczu powięzi.
2) Przywracanie poprawnego ułożenia.
3) Budowanie świadomości przyczyn, leżących u podstaw napięcia w życiu danej osoby.

W ten sposób, pracuję z klientem holistycznie, co okazuje się bardzo efektywne.

Biorę również pod uwagę podstawowe wzorce ruchów klienta: jak siedzi przy swoim biurku, jak długo pozostaje tam bez ruchu, jak chodzi i tym podobne. Celem jest reedukacja klienta, odnośnie tego, jak poruszać się w lepszym ułożeniu, kładąc mniej nacisku na plecy, pozostając niespiętym i tworząc więcej przestrzeni między kręgami. Jest to bardzo ważne dla zapobiegania powrotom bólu.

Nawiasem mówiąc, zwracają się do mnie nie tylko ludzie z problemami z kręgosłupem. Parę miesięcy temu, przyszedł do mnie mężczyzna z silnym bólem kolana, który został zdiagnozowany przez osteopatę jako spowodowany brakiem wystarczającej ilości tkanki chrzęstnej w stawie kolanowym oraz zaawansowanym reumatyzmem. Osteopata próbował kilku metod leczenia. Kiedy żadna z nich nie przyniosła jednak efektu, powiedział swojemu pacjentowi „Będziesz musiał z tym żyć, i ostatecznie poddać się zabiegowi wymiany stawu kolanowego”.
Spojrzałem na chorą nogę i zauważyłem, że jej ułożenie było skrajnie nieprawidłowe, z górną częścią nogi skręcającą w biodrze do środka, zmuszając tym samym dolną część do obrócenia się na zewnątrz, dla utrzymania równowagi – w naszym zawodzie nazywany to „nogą w iksa”, bo kiedy ustawimy dwie takie nogi razem, uzyskujemy kształt litery „X”. Kiedy mężczyzna zginał kolano w przód, nie przesuwało się ono wcale nad jego stopą, powodując że miał on bardzo mało oparcia na dolnej części nogi, co wywierało duże napięcie na jego staw kolanowy.

„Pierwszą rzeczą, której postaram się spróbować, będzie stworzenie prawidłowego ustawienia w tej nodze”, powiedziałem. Pracowaliśmy przez parę serii sesji dopóki jego noga nie znalazła się we właściwym ułożeniu, co natychmiast przyniosło dużą ulgę w kolanie. Po stosunkowo krótkim czasie mężczyzna znów był w stanie tańczyć – uwielbiał salsę – a nawet bez trudności biegać. Ostatnim razem kiedy go widziałem, był w o 98% lepszej formie i funkcjonował normalnie.

Historie takich przypadków prowadzą do ważnego pytania: dlaczego ten rodzaj praktyki jest tak pomijany przez medycynę konwencjonalną. Z mojego punktu widzenia, medyczne zawody skupiają się na małych obszarach ciała, lokalizując jedynie problem. Jest to podejście redukcjonistyczne, na przykład ograniczające problem do samego kolana, bez brania pod uwagę całej struktury ciała w odniesieniu do chorego obszaru. Lekarz może popatrzeć na kolano i stwierdzić „No cóż, wyraźnie zaobserwować możemy zapalenie w kolanie, a więc logicznym rozwiązaniem będzie przepisanie leków przeciwzapalnych” lub, jeśli to nie pomoże, może on polecić pacjentowi oczyszczenie kolana przez operację. Często spotykam klientów, którzy spróbowali już wszystkich konwencjonalnych podejść, ale po kilku sesjach ze mną czują się znacznie lepiej.

Zmieniające się nastawienie

Powoli, to nastawienie ulega zmianie. Obecnie, w renesansie pracy nad ciałem, ważnym staje się strukturalne i całościowe zrozumienie. Coraz więcej badań prowadzonych jest nad tym, jak cała budowa ciała warunkuje zdrowie osoby. Może zrewolucjonizować to sposób jak patrzymy na ból. Coraz więcej zawodowych sportowców i tancerzy przychodzi ze swoimi problemami do klinik tkanek miękkich, ponieważ, by wykonywać swoją pracę na wysokim poziomie, nie mogą być w bólu, a tradycyjne metody nie pomagają im w tym wystarczająco skutecznie.

Dla mnie osobiście, jest to ciągła ewolucja rozumienia tego, jak pracować z ludźmi w bólu. Fascynuje mnie to, ponieważ możliwość pomocy ludziom znajdującym się w przewlekłym bólu, którzy myślą, że nigdy nie będą w stanie się go pozbyć, jest wielkim darem. Ktokolwiek doświadczył przewlekłego bólu wie, że jest on w stanie całkowicie zniszczyć życie. Od chwili w której się budzisz, do czasu gdy kładziesz się spać – jeśli jesteś w ogóle w stanie spać – ból zabiera cały twój czas, energię i oczywiście stanowi dyskomfort.

Umiejętność leczenia bólu i uczenia ludzi, jak pomagać w tym innym, jest czymś, co zawsze będzie potrzebne, ponieważ z ewolucyjnego punktu widzenia, my, stworzenia ludzkie, nigdy nie zaadaptowaliśmy się wystarczająco dobrze do stania na dwóch nogach. Jesteśmy niepewni w naszej strukturze ciała; po wyjściu ze stabilnego doświadczenia poruszania się na czworaka, tak naprawdę nigdy nie nauczyliśmy się sztuki stania w polu grawitacyjnym tej planety, utrzymując prawidłowe ustawienie ciała — straciliśmy również ogony. Z tego powodu, ludzie jak ja, nigdy nie będą mieli problemu ze znalezieniem zajęcia; zawsze będziemy mieli dużo pracy, ponieważ ból pleców i kręgosłupa jest tak endemiczną częścią bycia człowiekiem.

Zapisz się na kurs z Satyarthi Peloquin’im

Z całą pewnością, nasz nowoczesny, miejski styl życia, nie poprawił sytuacji. Godziny siedzenia przy biurkach lub wylegiwania się w fotelach, brak ćwiczeń i nasza ogólna tendencja do odłączania się od naszego ciała, stanowią przyczyny bólu. Na dodatek, chroniczne odrętwienie ciała przysłania nam to, co naprawdę dzieję się z naszym układem mięśniowo-kostnym. Mięśniom, które znajdują się w skurczu, nie mogą zwrócić na siebie naszej uwagi, dopóki nasz próg bólu nie zostaje nagle osiągnięty i kiedy w końcu nasze ciało krzyczy do nas „Hej, potrzebuję naprawy… i to już!”

Nawet kiedy zauważamy, że dzieje się coś niedobrego, naszym pierwszym odruchem jest sięgnięcie po aspirynę, ibuprofen albo tabletki nasenne i wysłanie ciała z powrotem w stan uśpienia, co powoduje jeszcze więcej napięcia w mięśniach, sprawiając że potrzebnych jest więcej leków, i tworząc błędne koło, w które łapie się wielu ludzi.
Prawie wszyscy mamy złe nastawienie wobec bólu. Jest niewygodny, więc po prostu chcemy się go pozbyć, stosując jakąkolwiek szybko działającą metodę.

W rzeczywistości, ból jest znakiem, sygnałem od ciała, o dobrej intencji, informującym, że dzieje się coś niedobrego. Ból jest wbudowany w nasz system nerwowy z bardzo podstawowego i ważnego powodu: by utrzymać nas w zdrowiu. Zasługuje to na nasz szacunek, uwagę i zrozumienie.

Satyarthi Peloquin
(informacje o autorze)

EIOBOHA

There are 3 Comments

  1. Napisany przez Eryk Dobosz

    syndrom bólu to jedna z najczęściej spotykanych schorzeń w dzisiejszych czasach, można śmiało powiedzieć że tryb życia społeczeństwa spowodował epidemie bólu, co drugi pacjent cierpi z tego powodu. Cieszę się że taka praca jest już dostępna w Polsce.

  2. Napisany przez Ania Rehabilitacja

    Bardzo fajny i obszerny artykuł chyba wyczerpujący temat. Dobrze się to czyta i powiem szczerze, że choć siedzę w fizjoterapii i rehabilitacji już kilkanaście lat to cały czas się uczę – Fajny blog!

  3. Napisany przez Barbara

    Ten przezywany stres lub slad po dawnym traumatycznycm przeżyciu tez manifestuje sie bolem, calkowicie sie zgadzam z autorem, jak można sie z Panem skontaktować?
    Ja reprezentuje technike oparta wyłącznie pracy na emocjach i zmianie nawykow myslowych faster eft emotion focused transformations

Po­dobał Ci się ten tekst? Zostaw swój komentarz poniżej.

You must be logged in to post a comment.